wtorek, 8 listopada 2016

Domowe robótki

W piątek odwiedziłam moją „psiapsiółkę” Ulę. Dawno się nie widziałyśmy bo wiecie jak to jest: praca, dom, ogród, praca, dom, ogród… I tak w kółko ale przyjaźń należy celebrować więc…


Jakież było moje zdziwienie, gdy Ula pokazała mi swoje ostatnie dokonania. Sama, z własnej nieprzymuszonej woli, stworzyła do dziecięcego pokoju – dywan, pufę oraz kosz na zabawki. Przepięknie wykonane dzieła mogłyby być inspiracją dla renomowanych firm. Zresztą zobaczcie same:




Po krótkiej rozmowie, okazało się, że bawełniany sznurek zakupiła na Allegro a ściegi znalazła w internecie. Załapałam bakcyla bo uwielbiam tworzyć. Kreatywność to moja druga pozytywna cecha. Szukając inspiracji w internecie, znalazłam takie cudo, które jak ulał będzie pasowało do naszego salonu… Dla zobrazowania załączam zdjęcie (ze strony Pakamera.pl), a gdy już go wykonam  – najpewniej się Wam pochwalę. Ściegi stosuje się takie same jak w „robótkach na drutach”, a że takowe umiejętności posiadam (kiedyś nauka na drutach, szydełku, maszynie odbywała się w szkole podstawowej na lekcjach technicznych; prowadziła je wspaniała Pani Łaszkiewicz – pozdrawiam serdecznie) to podejmuję się tego zadania.






Muszę jedynie zamówić odpowiednią ilość sznurka, no i wybrać odpowiedni kolor, i niebawem rozpocznę kolejną przygodę. Czy Wam również się spodobało takie rękodzieło i czy ze mną podejmujecie zadanie? Piszcie, jestem bardzo ciekawa…



poniedziałek, 7 listopada 2016

Pierożki... ach... paluszki lizać!




Przyjechałam z pracy… zmęczona. Jadąc do domu miałam plan aby zjeść obiad i w spokoju, przy kominku wypić filiżankę ulubionej kawy… A tu niespodzianka! Mąż zakupił płucka, obgotował i przemielił w maszynce, podsmażył z cebulką i doprawił... Przygotował farsz na swoje ulubione pierogi.


Nie powiem żebym była szczęśliwa z takiego obrotu sprawy ale do maszyny (do pieczenia chleba) wrzuciłam mąkę, dodałam szklankę ciepłej wody i jedno jajko oraz dolałam oliwy z oliwek. Nastawiłam na 15 min program mieszania i wstawiłam wodę na gaz…


 






Po chwili gotowe ciasto rozwałkowałam, ulepiłam chyba ze 100 pierogów (część z nich zamroziłam, na inną okazję). Lepiąc je, przeszła mi już złość i zmęczenie. Doszłam do wniosku, że to nawet był świetny pomysł na rozładowanie dzisiejszych emocji, a jakież było moje zdziwienie, gdy po zjedzeniu dwóch porcji pierogów, mąż podszedł do mnie, ucałował w policzek i powiedział: DZIĘKUJĘ, SĄ DOSKONALE PYSZNE!


Też robicie takie cuda (płucka można kupić w Witnicy, w sklepie mięsnym, w Netto)?

czwartek, 3 listopada 2016

Makaron... własnej roboty




Co niedzielę, w moim magicznym domu, po wypiciu porannej, aromatycznej kawy, rozpoczynam cotygodniowy rytuał czyli… makaron własnej roboty… Najpewniej powiecie naiwna lub nie wierzę… Na co ja odpowiem, że to niesamowita frajda. Naprawdę! Wykonanie własnego makaronu nie zajmuje wiele czasu, a satysfakcja gwarantowana. Tym bardziej, że w międzyczasie i tak przygotowuje się drugie danie, i piecze się ciacho więc czas w kuchni jest wypełniony.


Gorąco Was namawiam do wykonania własnego makaronu. Gwarantuję, że kupiony w sklepie już nie będzie Wam smakował.


Często korzystam z „dawnych praktyk”. Zeschnięte bułki mielę na tartą bułkę. Gdy ugotuję za dużo zupy (ostatnio fasolówka „rosła i rosła”), to zagotowuję ją w słoiki i mam jak znalazł danie na inny dzień, gdy nie chce mi się gotować, bądź późno wracam z pracy. „Pomarszczoną” wędlinę bądź lekko „zestarzały” boczek podpiekam z cebulką, mieszam z makaronem, dodaję białego sera i wszystko lekko dosładzam cukrem. Dzieciaki „walczą” o dokładki… Skorupki po jajkach zasuszam i mielę w maszynce. Codziennie, zapobiegawczo aplikuję całej rodzince. Chroni przed osteoporozą (jest więcej wapnia niż w tabletkach). 
Zachęcam do korzystania z takich dobrodziejstw, nie wyrzucajmy jedzenia bądź resztek na śmietnik


Piszcie jakie stosujecie "magiczne sztuczki" w Waszych kuchniach...



Reforma edukacji




Mam nieodparte wrażenie, że Polska nie ma pomysłu na oświatę. Zmieniając co rusz  podstawy programowe, testy i diagnozy, wprowadza się zamęt i chaos. Zamiast poprawy jakości nauczania mamy niezadowolonych nauczycieli, uczniów i rodziców, którzy niejednokrotnie nie rozumieją samych zmian.


Osobiście, będąc jeszcze dwudziestoparolatką (wtedy AWS powoływała gimnazja) podchodziłam sceptycznie do reorganizacji szkół podstawowych, której celem było stworzenie nowego modelu. 


Później, pracując w Gminie Witnica, miałam okazję, w czasie studyjnego wyjazdu do zaprzyjaźnionej Gminy Druten w Holandii, podglądnąć, jak tam wyglądają poszczególne szczeble edukacji. Gimnazjum w Holandii rozwiązuje rozterki uczniów, ponieważ tam stosuje się tzw. praktyki różnych zawodów np. fryzjerskie, kosmetyczne, ślusarskie, lekarskie i inne. Szkoła ma fantastycznie rozbudowane gabinety oraz służy nowoczesnymi pomocami dydaktycznymi. Zauroczona byłam gabinetem fizycznym, biologicznym i muzycznym. Tam każdy uczeń gra na innym instrumencie. Tam lekcje oparte są właśnie na faktycznie przeprowadzanych sekcjach zwłok zwierząt bądź realistycznie przeprowadzanych doświadczeniach. Uczeń widząc i czynnie uczestnicząc w takich zajęciach ma możliwość wyboru, sprawdza swoje reakcje i może je wykorzystać w przyszłości.


U nas brak wyposażenia, częste zmiany w programach nauczania oraz ciągłe niedoszacowanie kosztów edukacji nie pozwalają na taki luksus. Uczeń nie ma możliwości poznania co go tak naprawdę interesuje, a w związku z tym trudno mu podjąć tak ważną decyzję: CO DALEJ?


Szkoda, że nie podglądamy jak to wygląda zagranicą, że nie ulepszamy, że nie dążymy do doskonałości… Zamiast korzystać ze sprawdzonych już metod i technik, kolejny raz psujemy coś co już istnieje. A i tak najpewniej zaraz się dowiemy, ŻE WSZYSTKIEMU WINNA JEST MŁODZIEŻ, BO TO ONA SIĘ NIE UCZY!



środa, 2 listopada 2016

Czy i co najchętniej czytacie?



W deszczowe, długie wieczory, przy świecach, przy kominku, z lampką wina, w ciepłych, wełnianych skarpetach, uwielbiam czytać książki. W związku z tym, iż jestem żywiołową osobą pociągają mnie książki pełne ekspresji, szybko rozwijającej się fabuły, po prostu „wciągające do granic”.  Uwielbiam zagadki, tajemnice, przygody… 


Ulubionym moim pisarzem jest John Grisham, jest autorem ponad 30 powieści m.in. Raportu pelikana. Przeczytałam wszystkie. Gorąco polecam powieść Czas zabijania, w której to młody adwokat podejmuje się obrony czarnoskórego mężczyzny… Ów mężczyzna zabił „białych”… Ku-Klux-klan… 


Fenomenalna książka, której kontynuacją jest Czas zapłaty… Grisham to mistrz narracji, twórca wyrazistych, często dwuznacznych moralnie bohaterów. Mistrz, konstruujący misterne fabuły w takich książkach jak Firma, Kancelaria, Zaklinacz deszczu, Król odszkodowań, Ostatni sprawiedliwy, Więzienny prawnik i wiele, wiele innych…


Innym, równie dobrym, ulubionym pisarzem, jest Richard Evans. Gorąco polecam Kręte ścieżki, gdyż - co może zrobić człowiek, który wszystko stracił? Alan (główny bohater) postanowił wybrać się na wędrówkę, bez szczególnego planu i celu. Nie wiedział, co go czeka i dokąd dojdzie. Nie spodziewał się, że po drodze spotka… Koniecznie przeczytajcie… Drugą pozycją godną polecenia jest Papierowe marzenie, gdyż – najlepszą rzeczą, jaka nas spotyka w życiu, jest dar drugiej szansy. Luke (główny bohater) miał bardzo wiele: kochającego ojca, wspaniały dom, duże pieniądze, zaplanowaną przyszłość. Gdyby ktoś mu kiedyś powiedział, że wyrzeknie się tego wszystkiego, nie uwierzyłby. A jednak tak się stało. Podjął złe decyzje… Czy dostanie drugą szansę? Dowiecie się z książki… 


Doskonałą książką, na długie wieczory jest Katarzyna Wielka – gra o władzę autorstwa Ewy Stachowiak. Historia romansów, intryg i spisków jednej z najodważniejszych kobiet w dziejach… Główna bohaterka aby przetrwać w Zimowym Pałacu, musi przyswoić reguły pałacowej gry i pamiętać o jednym: wszyscy oszukują! Powieść czyta się jednym tchem. 


A co Wy mi polecacie? Piszcie, na pewno się skuszę…